Makroekonomia
Dlaczego inflacja nie spada tak szybko, jak obiecywano?
CPI maleje, ale ceny w supermarkecie – nie bardzo. Tłumaczymy różnicę między inflacją nagłówkową a bazową.
Dwa rodzaje inflacji, jedno zamieszanie
Kiedy Narodowy Bank Polski chwali się spadającym wskaźnikiem CPI, a ty stoisz przy kasie i liczysz, że rachunek za zakupy znowu wzrósł – masz prawo być zdezorientowany. Chodzi o kluczową różnicę między inflacją nagłówkową a inflacją bazową. Inflacja nagłówkowa obejmuje wszystko: żywność, energię, paliwa. Kiedy ceny ropy na rynkach światowych spadają, ten wskaźnik szybko maleje. Inflacja bazowa wyklucza żywność i energię – bo to kategorie, na które polityka pieniężna ma ograniczony wpływ – i pokazuje, jak głęboko wzrost cen wniknął w pozostałe segmenty gospodarki: usługi, najem, transport, rozrywkę. W Polsce po 2022 roku inflacja bazowa okazała się wyjątkowo lepka. Firmy, które poniosły wyższe koszty energii i surowców, przerzuciły je na ceny produktów i usług. Pracownicy, słusznie reagując na drożyznę, negocjowali podwyżki – a wyższe koszty pracy znowu trafiły w ceny. Ten spiralny mechanizm sprawia, że nawet gdy zewnętrzne szoki cenowe mijają, inflacja bazowa utrzymuje się na podwyższonym poziomie przez wiele kwartałów. Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje stopy procentowe na restrykcyjnym poziomie właśnie po to, żeby ostudził się ten wewnętrzny impuls inflacyjny. Efekty są widoczne, ale powolne – i to jest normalne dla tej fazy cyklu.
Kiedy poczujemy trwały spadek cen?
Odpowiedź, której nikt nie lubi słyszeć, brzmi: to zależy. Prognozy NBP i Eurostatu sugerują powrót inflacji bazowej do okolic celu inflacyjnego (2,5% dla Polski) najwcześniej w 2026 roku, zakładając brak nowych zewnętrznych szoków. Co może przyspieszyć ten proces? Dalsze umocnienie złotego obniżające koszty importu, spowolnienie dynamiki płac w sektorze usług i stabilizacja cen energii w Europie. Co może go opóźnić? Kolejny sezon suszy obniżający plony, napięcia geopolityczne wpływające na ceny paliw albo nowe programy transferowe zwiększające popyt. Dla budżetu domowego najważniejsza jest świadomość, że spadek wskaźnika GUS nie oznacza, że ceny wracają do poziomów sprzed 2022 roku – oznacza tylko, że rosną wolniej. Porównując swoje wydatki rok do roku, warto patrzeć na inflację skumulowaną, a nie na miesięczne odczyty.
